wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 1/3

Od razu ostrzegam, nie jestem najlepsza w pisaniu przepowiedni :*

Cześć jestem Percy mam 13 lat, jeszcze do niedawna myślałem, że jestem normalnym dzieciakiem, który ma ADHD, dysleksję i wielkiego pecha, a jednak okazało się, że jestem normalny z boskim ojcem dosłownie. Jak na razie jestem nieokreślony, czyli nie znamy mojego boskiego rodzica. W tej chwili mieszkam w Obozie Herosów, albo jak kto woli Obozie Pół-Krwi. Jakiejś tydzień temu straciłem matkę i pokonałem Minotaura, został mi po nim róg i parę siniaków które już się prawie zagoiły. Chejron mój były nauczyciel łaciny w Yancy okazał się być centaurem, a mój najlepszy kumpel ma kopyta zamiast stóp, czyli jednym słowem jest satyrem-W połowie koza, w połowie człowiek. Mam jeszcze przyjaciela Luke’a, lider z domku Hermesa. Jest też Annabeth córka Ateny. Mieszkam w domku mojego przyjaciela, dopóki nie zostanę określony. Annabeth opowiadała mi jak wygląda uznanie swojego dziecka, po prostu pojawia się nad tobą znak danego Boga/Bogini. Każdy bóg ma domek, ale nie wszystkie są zamieszkane: domek Zeusa, Posejdona, Hadesa, Hery, Artemidy itp. Wielka trójka nie ma dzieci , ponieważ są zbyt potężne i złożyli przysięgę, że nie będą mieli dzieci.


Dziś bitwa o sztandar, jestem w drużynie niebieskich, którą przewodzi Annabeth, jestem sam na obronie, albo myślą, że jestem taki dobry albo jestem taki słaby aby iść na atak. Stoję nad strumykiem i nagle widzę Clarisse biegnącą w moją stronę z dwoma innymi chłopakami z domku Aresa. Większość osób ma jakiejś magiczne przedmioty lub specjalnie robione miecze, a ja mam tylko zardzewiały mieczyk.
-O Clarisse, nie uważasz, że to nie fair, trzech na jednego?
- Zetrę cię na proch śmieciu-powiedziała z chytrym uśmieszkiem
-No to co zabijacie mnie czy nie?
-Sam się oto prosisz.
Nie będę kłamał to była zacięta walka szczególnie wtedy jak złamałem magiczny oręż Clarisse, ale i tak po dwóch sekundach leżałem na łopatkach, lecz tym razem coś się stało w mojej głowie coś do mnie mówiło „Dotknij wody, woda da ci siłę”, O dziwo posłuchałem i stało się woda dala mi silę powaliłem wojowników Clarisse i wtedy wybiegła Annabeth niosąca sztandar, kiedy zebrał się cały obóz (przy strumyku) stała się następna niesamowita rzecz uznał mnie któryś z Bogów, ale nie widziałem znaku, co dziwne wszyscy mi się pokłonili, Annabeth podbiegła do mnie i mnie przytuliła co było jeszcze dziwniejsze, a najdziwniejsze było to, że Chejron miał bardzo poważny wyraz twarzy i chciał ze mną porozmawiać na osobności.
- Chejronie co się dzieje?
-Percy jak wiesz wielka trójka nie ma dzieci, bo..
-Bo są zbyt potężne Dokończyłem
-No tak, ale jest też przepowiednia, która mówi, że..
Nie dane było mu dokończyć, ponieważ wtrąciłem się z pytaniem.
- Chejronie czemu mi to mówisz
- Myślałem, że się domyślisz, jesteś synem…
- Posejdona.- zrozumiałem po chwili
- Tak, a więc idź do swojego domku
- A przepowiednia
- Czasami nie warto wiedzieć co się stanie później, Percy, kiedyś wrócimy do tej rozmowy. (Hehe zmyłka)

Pewnie uznacie, że powinienem naciskać, aby mi wyjawił ta przepowiednie, ale no cóż z nim nie da się rozmawiać jak uznał, że rozmowa została zakończona to jest zakończona. Jestem synem Posejdona, Wow, nie spodziewałem się, myślałem, że najwyżej Hermesa, ale no cóż jestem synem pana mórz. Pobiegłem do domku Hermesa, aby wziąć swoje rzeczy i przenieść je do domku nr3. Jak przechodziłem czułem, że wszyscy w pobliżu gapią się na mnie jakbym był jakimś widmem. Idąc do domku mojego ojca zrozumiałem, że będę mieszkał tam sam przy stoliku też będę sam, no cóż taki mój los.



-Oddaj mi moją własność.
- Ale ja jej nie mam przysięgam
Taki był koniec mojego snu, nie wiem skąd to wiem, ale ten któremu coś zabrano to był Zeus. Muszę jak najszybciej pójść do Chejrona.
***
Kiedy byłem pod drzwiami Wielkiego domu usłyszałem dwa głosy.
- To on na pewno on, w końcu jest synem jednego z wielkiej trójki
- Annabeth ja wiem, że chcesz iść na misję, ale to jego wybór kto z nim pójdzie. OK.
- Ok.
- No to teraz idź po niego
I wtedy wszedłem do pokoju.
- Hej Annabeth, witaj Chejronie, mam dwa pytania, Ok.?
- Ok.
- O co chodzi, jaka misja?
-To później, a drugie pytanie?
- Co zostało skradzione Zeusowi?
- Zeusowi został skradziony Piorun Piorunów, ale skąd ty to wiesz?
- Przyśniło mi się, a co?
- To bardzo źle, że miewasz takie sny, który to już raz?
- Pierwszy, a będzie więcej?
- Tak jeżeli już śni się coś konkretnego będzie się śniło prawie zawsze, a teraz zmykajcie na  śniadanie
***
- Eheeem, Eheem…..    chciałbym ogłosić, że ktoś wyruszy na misję.
Stolik Aresa zaczął wiwatować myśląc, że to osoba z ich domku pójdzie na misję
- Powracając, niech wstaną osoby, które myślą, iż mogłem ich wytyczyć.
Mimo chwiejnych no wstałem, oczywiście wszyscy zaczęli się śmiać, że to ja mogę pójść na misję, ale ja byłem tego pewny. Wywołał dwie osoby na środek Sali, mnie i Clarisse
-Jak myślicie, który z tych Herosów wyruszy poza granice obozu
Spodziewałem się tego, po zadanym pytaniu tłum zaczął krzyczeć Percy, chwila co?
- Dobrze a teraz idź na samą górę wielkiego domu po przepowiednie.
***
Wszedłem na górę, było tam ponuro, na samym końcu siedziała mumia , według wskazówek Chejrona to ona jest wyrocznią, i nagle się odezwała

„Na zachód idź ku bogu który się odwrócił
Odnajdziesz co skradziono i należnie zwrócisz
Zdrady doświadczysz tego co cię druhem woła
Tego co pragniesz nie da się już uratować,
            chyba, że uciekniesz i pokonasz wielką wojnę "    
    
Kiedy się otrząsnąłem pobiegłem do Chejrona i powtórzyłem mu to co powiedziała wyrocznia
-Percy jak wiesz możesz zabrać ze sobą dwie osoby
- to bardzo proste, Annabeth i Grover.
- No to dobrze idź im powiedzieć.


Opowiem w skrócie co się działo, wyruszyliśmy autobusem gdzie zaatakowały nas Erynie, później była meduza, w końcu udało się nam wsiąść do pociągu w trasie, Annabeth cały czas gadała o jakimś Łuku i , że bardzo chce go zobaczyć, to, więc się zgodziliśmy, tyle, że tam była Chimera, ciekawie co? Później spotkaliśmy Sramesa, który kazał nam się ośmieszyć, przed całym Olimpem (Annabeth mówi, że on ma na imię Ares, ale mnie to mało obchodzi), ten nam załatwił podróż ze zwierzętami, biedaczki, wypuściliśmy je, co tam, że w tym był Lew, nie moja wina, że ludzie tak źle je traktowali.
***
Staliśmy przed wejściem studia nagraniowego, Charon zgodził się nas przewieźć, dopiero wtedy kiedy wspomniałem o podwyżce. Po drodze natknęliśmy się na Cerbera, ale na szczęście Annabeth go uspokoiła.
-Hadesie oddaj mi Piorun
-Nie Jackson to ty mi oddaj piorun
-Ale ja go nie mam zrozum to
-to pewnie masz mój Hełm
-Jaki Hełm
-Hełm Hadesa, Hełm Mroku
-Obiecuję, że znajdę twój Hełm wuju i ci go oddam, a w zamian ty oddasz mi matkę.
- Masz ciekawe warunki, a teraz ciekawi mnie, jak się stąd wydostaniecie
- O tak - wtedy rozdeptaliśmy perły, które wcześniej dostałem ojca
Po chwili pojawiliśmy się na molo w Santa Monica, a tam spotkaliśmy Aresa
- Aresie czego od nas chcesz, może chcesz nas znowu upokorzyć co?
- Percy spokojnie to jest bóg- próbowała uspokoić mnie Annabeth
- Och spokojnie ja tylko chcę wam wszystko wytłumaczyć
- Gadaj
- To ja mam Hełm Mroku i to ja mam Piorun Piorunów
- Przecież Bogowie nie mogą zabierać sobie symboli potęgi- powiedziała An
- Oszukałeś nas, miałem piorun w plecaku który dałeś mi w Denver
- Och Percy nie miałeś go cały czas pojawił ci się w plecaku dopiero wtedy kiedy byłeś w podziemiu, bo tam miałeś zostać, a hełm? Hełm pozwoliłem go sobie przywłaszczyć, a teraz nie pozwolę, abyś zaniósł piorun na Olimp.
- Zróbmy tak jak cię pokonam oddajesz mi Hełm, a jak nie, zabijesz mnie
- Zgadzam się na te warunki
- Percy to Bóg wojny nie pokonasz go- ostrzegła mnie
-Muszę , chociaż jak go pokonam będę miał przechlapane u Clarisse i jej rodzeństwa
Natarliśmy na siebie,kiedy myślałem, że już po mnie przypomniało mi się, „Woda, muszę wejść do wody”
- Serio myślisz, że jak wejdziesz do wody uratuje cię twoja moc, nie sądzę.
I wtedy Ares upadł zanurzając się pod taflą wody, nie wiem co robić-pomyślałem, może ma coś takiego jak pięta Achillesa, nacierałem na niego jak nigdy dotąd,dźgnąłem go w piętę poleciała z niej złota krew."Zginiesz półbogu twój czas się kończy" powiedział i w jednej chwili zniknął.
- Percy co robimy?
- nie wiem
Wtedy z nieba zleciała erynia
- Widziałam wszystko młody herosie
- Proszę oddaj to mojemu wujowi i dopilnuj, aby dotrzymał obietnicy
- Dobrze.
***
- Zeusie przyniosłem ci coś czego szukasz
- Oddaj to złodzieju
- Ja nie jestem złodziejem
- Jak nie ty, to kto?
- Nie wiem, ale jak się dowiem na pewno cię poinformuje
- Możesz wracać do swoich przyjaciół Perseuszu Jacksonie
Gdy wyszedłem z Sali Spotkań czy jak tam to nazywają podeszła do mnie Annabeth
- Percy!
- Chodź musimy wracać do obozu
- Masz rację
***
Gdy wróciliśmy do obozu wszyscy poklepywali mnie z uznaniem, wszyscy prócz domku Aresa, którzy spoglądali na mnie z pogardą.
Nie wiedziałem co robić, a jedynie wpadłem na pomysł, żeby pójść na arenę. W sumie nie mam nic do roboty, mogę iść
- Hej Luke
- Cześć Percy, właśnie chciałem iść do Lasu idziesz ze mną?
- Ok.
- To chodź.
Po godzinie drogi zatrzymaliśmy się przy klifie i nagle przed Lukiem otworzyła się dziura z której wyszedł pół metrowy skorpion.
- ee Luke
- On nic mi nie zrobi, ale gorzej z tobą
- Dlaczego nie rozumiem?
- To ja ukradłem piorun i hełm
- Ale po co?
- Żeby mogło się obudzić coś co jest na dnie Tartaru
- Kronos
- Dokładnie szkoda tylko, ze nie zdążysz tego nikomu powiedzieć-i wtedy wskoczył do dziury
Wtedy też skorpion ukąsił mnie raz w nogę i drugi raz w rękę, a ja w tym samym czasie zabiłem go lecz ten pozostał w stałej postaci. Musiałem wziąć go ze sobą, idąc do obozu cały czas słabłem
- Pomocy!!
Z drzew wyszły trzy nimfy
- Możecie zabrać mnie do obozu, tego skorpiona też
Spojrzały na potwora z niesmakiem, ale kiwnęły głową na znak, że się zgadzają


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz