Od razu ostrzegam, nie jestem najlepsza w pisaniu przepowiedni :*
Cześć jestem
Percy mam 13 lat, jeszcze do niedawna myślałem, że jestem normalnym dzieciakiem,
który ma ADHD, dysleksję i wielkiego pecha, a jednak okazało się, że jestem
normalny z boskim ojcem dosłownie. Jak na razie jestem nieokreślony, czyli nie
znamy mojego boskiego rodzica. W tej chwili mieszkam w Obozie Herosów, albo jak
kto woli Obozie Pół-Krwi. Jakiejś tydzień temu straciłem matkę i pokonałem Minotaura,
został mi po nim róg i parę siniaków które już się prawie zagoiły. Chejron mój
były nauczyciel łaciny w Yancy okazał się być centaurem, a mój najlepszy kumpel
ma kopyta zamiast stóp, czyli jednym słowem jest satyrem-W połowie koza, w
połowie człowiek. Mam jeszcze przyjaciela Luke’a, lider z domku Hermesa. Jest
też Annabeth córka Ateny. Mieszkam w domku mojego przyjaciela, dopóki nie
zostanę określony. Annabeth opowiadała mi jak wygląda uznanie swojego dziecka,
po prostu pojawia się nad tobą znak danego Boga/Bogini. Każdy bóg ma domek, ale
nie wszystkie są zamieszkane: domek Zeusa, Posejdona, Hadesa, Hery, Artemidy
itp. Wielka trójka nie ma dzieci , ponieważ są zbyt potężne i złożyli
przysięgę, że nie będą mieli dzieci.
Dziś bitwa o
sztandar, jestem w drużynie niebieskich, którą przewodzi Annabeth, jestem sam
na obronie, albo myślą, że jestem taki dobry albo jestem taki słaby aby iść na
atak. Stoję nad strumykiem i nagle widzę Clarisse biegnącą w moją stronę z
dwoma innymi chłopakami z domku Aresa. Większość osób ma jakiejś magiczne
przedmioty lub specjalnie robione miecze, a ja mam tylko zardzewiały mieczyk.
-O Clarisse,
nie uważasz, że to nie fair, trzech na jednego?
- Zetrę cię
na proch śmieciu-powiedziała z chytrym uśmieszkiem
-No to co
zabijacie mnie czy nie?
-Sam się oto
prosisz.
Nie będę
kłamał to była zacięta walka szczególnie wtedy jak złamałem magiczny oręż
Clarisse, ale i tak po dwóch sekundach leżałem na łopatkach, lecz tym razem coś
się stało w mojej głowie coś do mnie mówiło „Dotknij wody, woda da ci siłę”, O
dziwo posłuchałem i stało się woda dala mi silę powaliłem wojowników Clarisse i
wtedy wybiegła Annabeth niosąca sztandar, kiedy zebrał się cały obóz (przy
strumyku) stała się następna niesamowita rzecz uznał mnie któryś z Bogów, ale
nie widziałem znaku, co dziwne wszyscy mi się pokłonili, Annabeth podbiegła do
mnie i mnie przytuliła co było jeszcze dziwniejsze, a najdziwniejsze było to,
że Chejron miał bardzo poważny wyraz twarzy i chciał ze mną porozmawiać na
osobności.
- Chejronie
co się dzieje?
-Percy jak
wiesz wielka trójka nie ma dzieci, bo..
-Bo są zbyt
potężne – Dokończyłem
-No tak, ale
jest też przepowiednia, która mówi, że..
Nie dane
było mu dokończyć, ponieważ wtrąciłem się z pytaniem.
- Chejronie czemu
mi to mówisz
- Myślałem,
że się domyślisz, jesteś synem…
- Posejdona.-
zrozumiałem po chwili
- Tak, a
więc idź do swojego domku
- A
przepowiednia
- Czasami
nie warto wiedzieć co się stanie później, Percy, kiedyś wrócimy do tej rozmowy.
(Hehe zmyłka)
Pewnie
uznacie, że powinienem naciskać, aby mi wyjawił ta przepowiednie, ale no cóż z
nim nie da się rozmawiać jak uznał, że rozmowa została zakończona to jest
zakończona. Jestem synem Posejdona, Wow, nie spodziewałem się, myślałem, że
najwyżej Hermesa, ale no cóż jestem synem pana mórz. Pobiegłem do domku
Hermesa, aby wziąć swoje rzeczy i przenieść je do domku nr3. Jak przechodziłem
czułem, że wszyscy w pobliżu gapią się na mnie jakbym był jakimś widmem. Idąc
do domku mojego ojca zrozumiałem, że będę mieszkał tam sam przy stoliku też
będę sam, no cóż taki mój los.
-Oddaj mi
moją własność.
- Ale ja jej
nie mam przysięgam
Taki był
koniec mojego snu, nie wiem skąd to wiem, ale ten któremu coś zabrano to był
Zeus. Muszę jak najszybciej pójść do Chejrona.
***
Kiedy byłem
pod drzwiami Wielkiego domu usłyszałem dwa głosy.
- To on na
pewno on, w końcu jest synem jednego z wielkiej trójki
- Annabeth
ja wiem, że chcesz iść na misję, ale to jego wybór kto z nim pójdzie. OK.
- Ok.
- No to
teraz idź po niego
I wtedy
wszedłem do pokoju.
- Hej
Annabeth, witaj Chejronie, mam dwa pytania, Ok.?
- Ok.
- O co
chodzi, jaka misja?
-To później,
a drugie pytanie?
- Co zostało
skradzione Zeusowi?
- Zeusowi
został skradziony Piorun Piorunów, ale skąd ty to wiesz?
- Przyśniło
mi się, a co?
- To bardzo
źle, że miewasz takie sny, który to już raz?
- Pierwszy,
a będzie więcej?
- Tak jeżeli
już śni się coś konkretnego będzie się śniło prawie zawsze, a teraz zmykajcie
na śniadanie
***
- Eheeem,
Eheem….. chciałbym ogłosić, że ktoś
wyruszy na misję.
Stolik Aresa
zaczął wiwatować myśląc, że to osoba z ich domku pójdzie na misję
- Powracając,
niech wstaną osoby, które myślą, iż mogłem ich wytyczyć.
Mimo
chwiejnych no wstałem, oczywiście wszyscy zaczęli się śmiać, że to ja mogę
pójść na misję, ale ja byłem tego pewny. Wywołał dwie osoby na środek Sali,
mnie i Clarisse
-Jak
myślicie, który z tych Herosów wyruszy poza granice obozu
Spodziewałem
się tego, po zadanym pytaniu tłum zaczął krzyczeć Percy, chwila co?
- Dobrze a
teraz idź na samą górę wielkiego domu po przepowiednie.
***
Wszedłem na
górę, było tam ponuro, na samym końcu siedziała mumia , według wskazówek
Chejrona to ona jest wyrocznią, i nagle się odezwała
„Na zachód idź ku bogu który się odwrócił
Odnajdziesz co skradziono i należnie zwrócisz
Zdrady doświadczysz tego co cię druhem woła
Tego co pragniesz nie da się już uratować,
chyba, że uciekniesz i pokonasz wielką wojnę "
Kiedy się
otrząsnąłem pobiegłem do Chejrona i powtórzyłem mu to co powiedziała wyrocznia
-Percy
jak wiesz możesz zabrać ze sobą dwie osoby
- to bardzo
proste, Annabeth i Grover.
- No to
dobrze idź im powiedzieć.
Opowiem w skrócie co się działo, wyruszyliśmy autobusem gdzie zaatakowały nas Erynie, później była meduza, w końcu udało się nam wsiąść do pociągu w trasie, Annabeth cały czas gadała o jakimś Łuku i , że bardzo chce go zobaczyć, to, więc się zgodziliśmy, tyle, że tam była Chimera, ciekawie co? Później spotkaliśmy Sramesa, który kazał nam się ośmieszyć, przed całym Olimpem (Annabeth mówi, że on ma na imię Ares, ale mnie to mało obchodzi), ten nam załatwił podróż ze zwierzętami, biedaczki, wypuściliśmy je, co tam, że w tym był Lew, nie moja wina, że ludzie tak źle je traktowali.
***
Staliśmy przed
wejściem studia nagraniowego, Charon zgodził się nas przewieźć, dopiero wtedy
kiedy wspomniałem o podwyżce. Po drodze natknęliśmy się na Cerbera, ale na
szczęście Annabeth go uspokoiła.
-Hadesie
oddaj mi Piorun
-Nie
Jackson to ty mi oddaj piorun
-Ale ja go
nie mam zrozum to
-to pewnie
masz mój Hełm
-Jaki Hełm
-Hełm Hadesa,
Hełm Mroku
-Obiecuję,
że znajdę twój Hełm wuju i ci go oddam, a w zamian ty oddasz mi matkę.
- Masz
ciekawe warunki, a teraz ciekawi mnie, jak się stąd wydostaniecie
- O tak - wtedy
rozdeptaliśmy perły, które wcześniej dostałem ojca
Po chwili pojawiliśmy
się na molo w Santa Monica, a tam spotkaliśmy Aresa
- Aresie
czego od nas chcesz, może chcesz nas znowu upokorzyć co?
- Percy
spokojnie to jest bóg- próbowała uspokoić mnie Annabeth
- Och
spokojnie ja tylko chcę wam wszystko wytłumaczyć
- Gadaj
- To ja mam
Hełm Mroku i to ja mam Piorun Piorunów
- Przecież
Bogowie nie mogą zabierać sobie symboli potęgi- powiedziała An
- Oszukałeś
nas, miałem piorun w plecaku który dałeś mi w Denver
- Och Percy
nie miałeś go cały czas pojawił ci się w plecaku dopiero wtedy kiedy byłeś w
podziemiu, bo tam miałeś zostać, a hełm? Hełm pozwoliłem go sobie przywłaszczyć,
a teraz nie pozwolę, abyś zaniósł piorun na Olimp.
- Zróbmy
tak jak cię pokonam oddajesz mi Hełm, a jak nie, zabijesz mnie
- Zgadzam
się na te warunki
- Percy to
Bóg wojny nie pokonasz go- ostrzegła mnie
-Muszę ,
chociaż jak go pokonam będę miał przechlapane u Clarisse i jej rodzeństwa
Natarliśmy
na siebie,kiedy myślałem, że już po mnie przypomniało mi
się, „Woda, muszę wejść do wody”
- Serio
myślisz, że jak wejdziesz do wody uratuje cię twoja moc, nie sądzę.
I wtedy Ares
upadł zanurzając się pod taflą wody, nie wiem co robić-pomyślałem, może ma coś takiego jak pięta Achillesa, nacierałem na niego jak nigdy dotąd,dźgnąłem go w piętę poleciała z niej złota krew."Zginiesz półbogu twój czas się kończy"
powiedział i w jednej chwili zniknął.
- Percy co
robimy?
- nie wiem
Wtedy z nieba
zleciała erynia
- Widziałam
wszystko młody herosie
- Proszę
oddaj to mojemu wujowi i dopilnuj, aby dotrzymał obietnicy
- Dobrze.
***
- Zeusie
przyniosłem ci coś czego szukasz
- Oddaj to
złodzieju
- Ja nie
jestem złodziejem
- Jak nie
ty, to kto?
- Nie wiem,
ale jak się dowiem na pewno cię poinformuje
- Możesz
wracać do swoich przyjaciół Perseuszu Jacksonie
Gdy
wyszedłem z Sali Spotkań czy jak tam to nazywają podeszła do mnie Annabeth
- Percy!
- Chodź musimy wracać do obozu
- Chodź musimy wracać do obozu
- Masz
rację
***
Gdy
wróciliśmy do obozu wszyscy poklepywali mnie z uznaniem, wszyscy prócz domku
Aresa, którzy spoglądali na mnie z pogardą.
Nie
wiedziałem co robić, a jedynie wpadłem na pomysł, żeby pójść na arenę. W sumie
nie mam nic do roboty, mogę iść
- Hej Luke
- Cześć
Percy, właśnie chciałem iść do Lasu idziesz ze mną?
- Ok.
- To chodź.
Po godzinie
drogi zatrzymaliśmy się przy klifie i nagle przed Lukiem otworzyła się dziura z
której wyszedł pół metrowy skorpion.
- ee Luke
- On nic mi
nie zrobi, ale gorzej z tobą
- Dlaczego
nie rozumiem?
- To ja
ukradłem piorun i hełm
- Ale po
co?
- Żeby
mogło się obudzić coś co jest na dnie Tartaru
- Kronos
- Dokładnie
szkoda tylko, ze nie zdążysz tego nikomu powiedzieć-i wtedy wskoczył do dziury
Wtedy też
skorpion ukąsił mnie raz w nogę i drugi raz w rękę, a ja w tym samym czasie
zabiłem go lecz ten pozostał w stałej postaci. Musiałem wziąć go ze sobą, idąc
do obozu cały czas słabłem
- Pomocy!!
Z drzew
wyszły trzy nimfy
- Możecie
zabrać mnie do obozu, tego skorpiona też
Spojrzały na
potwora z niesmakiem, ale kiwnęły głową na znak, że się zgadzają