Perspektywa Annabeth
Trzydzieści
minut wcześniej
-Chejronie widziałeś gdzieś Percy’ego
-Nie, a
byłaś w jego domku?
- Tak
byłam już wszędzie
- trzeba
będzie ogłosić poszukiwania
***
- Poszukujemy Percy’ego Jacksona, musimy go znaleźć, a teraz rozdzielacie się
domkami, za pół godzinny widzimy się przy lesie i zaczniemy tam szukać.-powiedział po czym wszyscy rozpierzchli się, po obozie
***
-Chejronie nic nie znaleźliśmy
Wtedy z lasu
wyszła jedna z trzech nimf niosąca skorpiona, położyła go w kręgu zebrany
obozowiczów, a potem poszła i wróciła z dwiema siostrami niosące ciało
człowieka.
-O
bogowie, Percy
-Pewnie
został ukąszony prze tego skorpiona, Domek Apollina macie go wziąć do szpitala
i utrzymywać przy życiu, Annabeth jeśli chcesz go ratować musisz wyjechać na
misję, zgadzasz się?
-Przyjmuję, biorę ze sobą Grovera i Nica (Tak jest już Nico)
- Dobrze
to chodźcie do wielkiego domu muszę wam wszystko wytłumaczyć.
***
- Annabeth
ta misja polega na znalezieniu czegoś co zaginęło dawno temu, czy wiesz o czym
mówię?
- Ja wiem
chodzi o złote runo- powiedział Nico
-Tak
- Wiem też
gdzie jest, na wyspie Polifema
- Pppppollifemmma- Satyr zaczął się jąkać
- Tak
- Najlepiej, by było żebyście wyruszali za 15 min.
- Dobrze,
spotkajmy się na plaży
***
- Czytałam, że Polifem osiedlił się na morzu potworów- powiedziałam
- Bo tak
jest, poprosiłem Clarisse, żeby poprosiła Ojca o statek i się zgodził
- czyli
transport mamy.
***
- Jesteśmy
na morzu potworów- uświadomiłam towarzyszom- Musimy
przepłynąć między Scyllą a Charybdą
- Musimy?- zapytał Grover
-Możemy
opłynąć Charybdę ale z Scyllą będzie gorzej.- odezwał się Nico
-Spróbujmy, a jak będziemy przepływać obok Scylli schowamy się pod pokład.
- Ok- odpowiedzieli zgodnie.
Mam
nadzieje, że się uda, nie wielu ludzi przepływających po morzu potworów
przeżyło
-Charybda
zasysa morze co robimy?- zapytał mnie syn Hadesa
- Płyniemy
w przeciwną stroną.
- prosto na
Scyllę?
- Nie mamy
innego wyjścia
***
- No jakoś
się udało
- Ja
zawsze mam rację, pogódź się z tym
- Ok. tym
razem miałaś rację
- Dopływamy do wyspy Polifema, czekajcie, zatrzymajmy się teraz.
- Co się…
Wtedy przed
nimi pojawił się iryfon, a w nim Chejron
- Annabeth
jest źle z obozem, ktoś zatruł drzewo Thalii
- Jak to
co się stało?
- Nie wiadomo wszyscy myślą, że to Luke zatruł drzewo
- a co z
Percy’m?- zapytał syn pana podziemia
- Też nie
najlepiej zdaniem Willa wytrzyma jeszcze dzień lub dwa, więc musicie się
pospieszyć.
Nie mogę w
to uwierzyć najpierw Percy, teraz Thalia.
- Annabeth
posłuchaj jeżeli znajdziecie runo drzewo też będziemy mogli uzdrowić tylko nie
wiem czy to nie jest ustawione tak, żeby uratować Thalię albo Percy’ego
- Chejronie nie mów tak, proszę, uda się nam.
- Dobrze, a
teraz płyńcie, myślę, że jutro się zobaczymy.
- Musimy.
***
- Grover
bierz runo i uciekaj, ja i Nico zajmiemy się cyklopem.
- Ok.
- Nico
masz jakiś plan?
- No może,
posłuchaj, ja przywołuje zombie , my uciekamy i odpływamy, Ok.?
- lepszego
nie mamy.
Nico
posłużył się wszystkimi siłami, żeby wezwać zombie, więc ledwo dobiegł na
statek.
- Udddało
się?
- Tak, a
teraz jak najszybciej do obozu.
***
Tego samego
dnia późnym wieczorem
- Chejronie
- och już
jesteście
- Tak i
myślałam nad tym, żeby najpierw uzdrowić drzewo. Percy na pewno nie chciałaby
narażać życia innych.
- Dobrze
to pośpieszmy się
***
Przed
nimi rozbłysło złote światło uzdrawiające drzewo.
- a co się
stanie jak zabierzemy runo?
- Nie
wiadomo dlatego przynieśmy tu Percy’ego
- Dobry
pomysł, a więc szybko, bo czuję, że ktoś traci siły życiowe.
***
- Szybciej
Chejronie szybciej.
- Ann nie
martw się to, że ktoś traci siły życiowe to nie znaczy, że akurat to musi byś
Percy.
- Czemu on
czemu to musiał być on.
- Nic mu
nie będzie
- To po co
mówiłeś, że ktoś umiera- powiedział z wyrzutem Grover
- Możesz
być cicho- powiedziałam do satyra
- Nie on ma
rację gdybym tego nie mówił…
- Nie
obwiniaj się, przecież chcesz mu pomóc.
***
- Annabeth
nie mamy dużo czasu
- Wiem......***
To druga część, drugiego opowiadania ;)
Niestety na trzy dni wyjeżdżam i nie wiem czy będę miała wi-fi, a z resztą nawet jakby było, nie biorę ze sobą laptopa gdzie mam to wszystko napisane, wracam w niedziele, więc albo w niedzielę albo w poniedziałek wstawię kolejną część, a i jak będzie tam wi fi to mogę zdawać raporty, albo odpowiadać na ewentualne komy.
Buziaczki :* (sorry ner)
Angel (będę się tak podpisywać[jeszcze raz sorry ner])
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz